Startupy9 min czytaniaTechCrunch Startups

H&M chce produkować odzież z CO2 dzięki technologii tego startup'u

P
Redakcja Pixelift8 views
Udostępnij
H&M chce produkować odzież z CO2 dzięki technologii tego startup'u

Foto: Rubi

Co sekundę na świecie trafia na wysypisko ciężarówka tekstyliów. Branża modowa odpowiada za więcej emisji węgla niż lotnictwo międzynarodowe i żegluga morska razem wzięte. H&M postanowiła zmierzyć się z tym problemem, współpracując ze startupem Rubi, który opracował rewolucyjną technologię. Rubi wykorzystuje biologiczne procesy poza komórką, aby wytwarzać składniki potrzebne do produkcji liocelu i wiskozy — materiałów pochodzących z dwutlenku węgla. Jak wyjaśnia współzałożycielka i CEO Neeka Mashouf, ta innowacja pozwala każdemu producentowi używającemu celulozy na tworzenie wyrobów z przechwyconym CO2. Dla konsumentów oznacza to szansę na ubrania z mniejszym śladem węglowym. Zamiast polegać na tradycyjnych surowcach kopalnych, producenci mogą wykorzystywać gaz cieplarniany jako materiał wyjściowy. To nie tylko zmniejsza zanieczyszczenie powietrza, ale także otwiera nową ścieżkę dla branży, która musi срочnie zmienić swoje praktyki produkcyjne.

Co sekundę na świecie trafia na wysypisko ilość tekstyliów równa całej ciężarówce śmieci. Jednocześnie przemysł mody generuje więcej zanieczyszczeń węglowych niż całość międzynarodowych lotów i transportu morskiego razem wzięte. Te liczby nie są przesadą — to rzeczywistość branży, która przez dziesięciolecia budowała swój model biznesowy na fundamentach ekologicznej nieodpowiedzialności. Teraz, gdy presja konsumentów i regulacji wreszcie zaczyna rosnąć, największe korporacje szukają ratunku w technologiach, które wcześniej wydawały się futurystyczne. H&M, jeden z największych światowych producentów odzieży, właśnie zwrócił się w stronę młodego startup'u o nazwie Rubi, który obiecuje coś zadziwiającego: ubrania zrobione z dwutlenku węgla.

To nie jest kolejna kampania PR-owa o „zielonej odzieży". To jest fundamentalna zmiana sposobu myślenia o tym, skąd bierze się materiał do ubrań, który nosi miliard ludzi na Ziemi. Rubi opracował proces enzymatyczny, który przekształca CO₂ wprost w celulozę — materiał gotowy do przędzenia w liocell lub wiskozę, czyli włókna, które już dziś stosuje się w przemyśle tekstylnym. Innymi słowy: zamiast czerpać surowce z ropy naftowej lub niszczących ekosystemy plantacji, można je wziąć z powietrza.

Enzymatyka zamiast chemii — jak Rubi zmienia grę

Neeka Mashouf, współzałożycielka i CEO Rubi, opisuje swoją technologię w zaskakująco prosty sposób: „praktycznie bierzemy maszynerię biologii spoza komórki". To zdanie kryje w sobie całą rewolucję. Przez stulecia człowiek produkował celulozę w jeden sposób — wycinając drewno, przetwarzając je chemicznie, a następnie przędzając w włókna. Rubi robi to samo, ale zaczyna od innego punktu wyjścia: zamiast drewna — CO₂.

Proces enzymatyczny to nie czarna magia, choć dla laika może tak wyglądać. Enzym to białko, które katalizuje określoną reakcję chemiczną. W tym wypadku enzym Rubi bierze cząsteczki dwutlenku węgla i przekształca je w cukry, które następnie łączą się w celulozę — ten sam materiał, który stanowi ścianę komórek roślinnych. Technologia jest na tyle zaawansowana, że celuloza wychodzi z procesu już w postaci gotowej do bezpośredniego przędzenia, co eliminuje wiele etapów pośrednich wymaganych w tradycyjnym procesie produkcji włókien.

Co czyni to podejście tak istotnym? Otóż tradycyjne metody produkcji liocelu i wiskoz wymagają użycia niebezpiecznych chemikaliów, generują toksyczne odpady i wymagają ogromnych ilości wody. Proces Rubi jest znacznie czystszy. Zamiast chemii — biologia. Zamiast odpadów — zamknięty obieg. Zamiast wody — CO₂, którego mamy w nadmiarze w atmosferze.

Startup nie pracuje w próżni. Rubi już nawiązał współpracę z H&M, jednym z największych graczy na rynku mody. To nie jest przypadek — H&M potrzebuje rozwiązań, a Rubi ma je w swojej laboratoryjnej pipecie.

H&M i inni giganci szukają ucieczki od tradycji

H&M nie jest firmą, która czeka na regulacje. Łańcuch sklepów z szybką modą od lat mówi o swoich ambicjach klimatycznych, choć — trzeba być szczerym — wyniki były mieszane. Jednak zainteresowanie technologią Rubi pokazuje, że nawet największe korporacje zaczynają rozumieć, że przyszłość nie należy do tych, którzy się opóźniają.

Współpraca z H&M daje Rubi coś bezcennego: dostęp do przemysłowych łańcuchów dostaw, wiedzy o skalowaniu produkcji i — co równie ważne — możliwość testowania technologii w warunkach rzeczywistego biznesu. Dla H&M natomiast to szansa na to, aby móc powiedzieć swoim klientom: „Te ubrania nie pochodzą z ropy naftowej, nie wymagały wycinki lasów, a ich produkcja zamiast emitować CO₂, go pochłania".

To zmienia grę marketingową. W erze, gdy millenialsi i Gen Z kupują ubrania z myślą o ich wpływie na planetę, takie rozwiązania nie są już luksusem — są koniecznością. Branża mody przez lata ignorowała ten trend, wciąż produkując tanią odzież na podstawie modeli z lat osiemdziesiątych. Teraz zaczyna się budzić.

Jednak H&M to nie jedyny gracz, który patrzy w kierunku takich innowacji. Cała branża stoi przed kryzysem: nie tylko ekologicznym, ale również reputacyjnym. Każdy duży producent odzieży wie, że będzie musiał zmienić swoje modele biznesowe lub stracić dostęp do rynków, szczególnie europejskich, gdzie regulacje klimatyczne stają się coraz bardziej rygorystyczne.

Celuloza z powietrza — technologia, którą branża czekała

Zanim pojawił się Rubi, branża tekstylna miała kilka opcji do wyboru, żaden z nich nie był idealny. Po pierwsze: recykling włókien naturalnych, czyli branie używanych ubrań i przędzenia ich na nowo. To działa, ale jest droższe i trudniejsze niż wydaje się w teorii. Po drugie: włókna syntetyczne z recyklingu, czyli przędzenie plastiku na ubrania. Lepsze niż nic, ale nadal polega na przetwarzaniu istniejących materiałów.

Trzecia opcja to włókna pochodzące z roślin — bawełna organiczna, len, konopie. Brzmi ekologicznie, ale w praktyce wymaga ogromnych ilości wody, pestycydów i zajmuje ziemię, którą można byłoby wykorzystać na uprawy żywności. Nie jest to rozwiązanie, które skaluje się do miliardów ubrań produkowanych rocznie.

Rubi proponuje czwartą opcję: celulozę z powietrza. To zmienia kalkulację ekonomiczną i ekologiczną. Zamiast konkurować o ograniczone zasoby — wodę, ziemię, drewno — technologia Rubi wykorzystuje coś, czego mamy za dużo: CO₂. Dodatkowo, celuloza wychodzi z procesu w postaci gotowej do przędzenia, co oznacza, że może być od razu wykorzystana w istniejącej infrastrukturze tekstylnej. Nie trzeba budować nowych fabryk — wystarczy nowe źródło surowca.

To jest kluczowe dla skalowania. Tradycyjne innowacje materiałowe wymagają nowych maszyn, nowych procesów, nowego szkolenia pracowników. Rubi może pracować z istniejącą infrastrukturą przemysłu tekstylnego, co drastycznie obniża barierę wejścia do rynku.

Wyzwania, które Rubi będzie musiał pokonać

Oczywiście, nie wszystko jest tak różowe, jak mogłoby się wydawać. Rubi stoi przed kilkoma poważnymi wyzwaniami, które będą decydować o tym, czy ta technologia rzeczywiście zmieni branżę, czy pozostanie ciekawostką laboratoryjną.

Po pierwsze: skalowanie. Rubi może produkować celulozę w laboratorium, ale czy potrafi to robić w ilościach wymaganych przez H&M lub inne duże marki? Przemysł tekstylny to gra liczbowa — miliony ton materiału rocznie. Startup musi udowodnić, że jego proces enzymatyczny może działać w takim skali bez utraty wydajności lub wzrostu kosztów.

Po drugie: koszt. Nawet jeśli technologia działa, musi być konkurencyjna cenowo. Producenci odzieży kupują materiały na podstawie ceny za kilogram. Jeśli celuloza z CO₂ będzie znacznie droższa niż tradycyjna, tylko niszowe marki premium będą ją kupować. Aby zmienić branżę, Rubi musi osiągnąć parytet kosztowy z tradycyjnymi metodami.

Po trzecie: źródło CO₂. Technologia Rubi potrzebuje dwutlenku węgla. Skąd go brać? Można go wychwytywać bezpośrednio z powietrza (Direct Air Capture), ale to jest drogie i energochłonne. Alternatywnie można go pobierać z emisji przemysłowych — na przykład z cementowni lub elektrowni. To jest bardziej praktyczne, ale wiąże się z zależnością od infrastruktury, która istnieje tam, gdzie istnieją te emisje.

Czwarte wyzwanie to energia. Nawet jeśli enzymatyka jest czystsza niż tradycyjna chemia, proces musi być zasilany energią. Jeśli energia pochodzi z węgla, to całe korzyści klimatyczne znikają. Rubi będzie musiał pracować z odnawialnymi źródłami energii, aby jego ubrania rzeczywiście były „węglowo neutralne".

Polskie możliwości — czy mamy szansę w tej grze?

Dla polskich przedsiębiorstw i startup'ów ta technologia otwiera nowe perspektywy. Polska ma silny sektor produkcji tekstyliów i odzieży — nie na skalę H&M, ale znaczący dla gospodarki lokalnej. Dodatkowo, Polska ma dostęp do funduszy unijnych przeznaczonych na innowacje klimatyczne i przejście energetyczne.

Czy polskie firmy mogłyby być zainteresowane technologią Rubi? Oczywiście. Ale czy mogłyby opracować coś podobnego? To pytanie bardziej skomplikowane. Polska ma dobrze wykształcone kadry inżynierów i biotechnologów, ale startup'owy ekosystem w Polsce jest znacznie słabszy niż w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej. Rubi ma dostęp do venture capital i talentów, których polskiemu startup'owi byłoby znacznie trudniej znaleźć.

Jednak polskie firmy mogą grać na innym polu. Zamiast konkurować z Rubi w zakresie technologii, mogą być jej adoptantami. Polskie fabryki tekstylne mogą być pierwszymi w Europie Środkowej, które wdrożą celulozę z CO₂. To byłoby sygnałem dla rynku i konkurencji, że Polska nie jest tylko tanim producentem, ale innowacyjnym graczem.

Liocell i wiskoza — dlaczego właśnie te włókna?

Warto zrozumieć, dlaczego Rubi skupia się na liocelu i wiskozi, a nie na innych materiałach. Liocell i wiskoza to włókna celuozowe — czyli pochodzą z celulozy, którą można przetwarzać chemicznie. Stanowią one około 6-7 procent światowego rynku włókien tekstylnych, co może brzmieć mało, ale w liczbach bezwzględnych to miliony ton rocznie.

Dlaczego właśnie te materiały? Po pierwsze, są już powszechnie używane w przemyśle. Każda duża fabryka tekstylna wie, jak je przetwarzać. Po drugie, mają dobre właściwości — są miękkie, oddychające, przyjemne w dotyku. Po trzecie, tradycyjnie produkuje się je z drewna, czyli z zasobów, które się wyczerpują. Zastąpienie drewna CO₂ jest tu naturalnym rozwiązaniem.

Rubi nie próbuje wynaleźć nowego materiału. Wynalazł nowy sposób produkcji starego materiału. To jest sprytne, bo eliminuje ryzyko związane z wdrażaniem zupełnie nowych włókien na rynek. Producenci odzieży wiedzą, co dostaną — celulozę, którą znają, tylko z innego źródła.

Przyszłość mody — czy to koniec ery tradycyjnych materiałów?

Jeśli Rubi uda się rozwiązać wyzwania skalowania i kosztów, mogą nastąpić poważne zmiany w branży mody. Wyobraź sobie świat, w którym większość ubrań nie pochodzi z ropy naftowej ani nie wymaga wycinki lasów deszczowych. Wyobraź sobie fabryki, które zamiast emitować CO₂, go pochłaniają. To nie jest utopia — to jest możliwy scenariusz, jeśli technologie takie jak Rubi będą się rozwijać.

Jednak nie oznacza to, że tradycyjne materiały znikną. Bawełna organiczna, len, wełna — wszystkie te materiały będą miały swoje miejsce na rynku, szczególnie w segmencie premium i u konsumentów, którzy preferują naturalne włókna. Ale dla masowego rynku, dla szybkiej mody i dla średniej klasy konsumentów, technologie takie jak Rubi mogą być przełomem.

Co równie ważne, Rubi nie jest jedynym startup'em pracującym nad podobnymi problemami. Są firmy, które rozwijają włókna z grzybów, alg, czy nawet z odpadów rolniczych. Konkurencja między tymi technologiami będzie sprzyjać innowacjom i obniżaniu kosztów. W ciągu dekady mogliśmy mieć dostęp do całej palety nowych materiałów, które będą ekologiczne, tanie i skalowalne.

Dla branży mody to oznacza koniec ery, w której można było ignorować wpływ na planetę. Dla konsumentów — to oznacza rzeczywisty wybór między ubraniami, które są nie tylko takie, jak chcemy, ale również takie, jakie planeta może wytrzymać. Dla startup'ów takich jak Rubi — to oznacza ogromną szansę, jeśli potrafią dostarczyć to, co obiecują.

Źródło: TechCrunch Startups
Udostępnij

Komentarze

Loading...