Sukces autorów w sądzie może pomóc w pozwie zbiorowym przeciwko Meta za torrentowanie

Rob Wilkinson | iStock / Getty Images Plus
Osiemdziesiąt terabajtów pirackich treści wykorzystanych do trenowania modeli AI postawiło giganta technologicznego Meta w trudnej sytuacji prawnej, z której wyjściem ma być niedawny wyrok Sądu Najwyższego. Spółka Marka Zuckerberga próbuje oddalić zarzuty o pomocnictwo w naruszaniu praw autorskich (contributory infringement), argumentując, że samo korzystanie z protokołu BitTorrent nie czyni firmy odpowiedzialną za dystrybucję nielegalnych plików. Kluczowym zwrotem akcji jest decyzja sędziego, która pozwoliła autorom ubiegającym się o pozew zbiorowy w sprawie Kadrey v. Meta na dodanie roszczeń dotyczących ułatwiania piractwa. Jest to znacznie łatwiejsze do udowodnienia niż bezpośrednie naruszenie praw autorskich, które wymagałoby wykazania, że Meta udostępniła konkretne dzieła w całości. Meta opiera swoją linię obrony na precedensie z udziałem dostawców internetu (ISP), twierdząc, że nie można ponosić odpowiedzialności za samo dostarczanie technologii, która może służyć do naruszeń, o ile firma nie zachęcała do nich w sposób czynny. Dla twórców i użytkowników narzędzi kreatywnych wynik tego sporu będzie miał fundamentalne znaczenie: określi on, czy giganci AI mogą bezkarnie korzystać z „rozproszonych” źródeł danych, takich jak torrenty, zasłaniając się specyfiką techniczną sieci P2P. Jeśli sądy uznają argumentację autorów, firmy technologiczne będą musiały radykalnie zmienić sposób pozyskiwania zbiorów treningowych, co może wymusić przejście na model pełnej licencjonowalności danych.
Protokół BitTorrent jako pułapka prawna
Głównym punktem sporu jest fakt, że Meta, budując swoje modele językowe, korzystała z ogromnych zbiorów danych (szacowanych nawet na **80 terabajtów**), które pozyskiwano za pośrednictwem protokołu torrent. Dotychczas autorzy starali się udowodnić tzw. "distribution claim", czyli bezpośrednią dystrybucję chronionych dzieł. Problem polega na tym, że sieć BitTorrent dzieli pliki na fragmenty rozproszone wśród tysięcy użytkowników (tzw. swarm). Udowodnienie, że Meta pobrała i udostępniła konkretną książkę w całości, jest technicznie i procesowo niezwykle skomplikowane. Sędzia okręgowy **Vince Chhabria** dopuścił jednak do postępowania zarzut o **contributory infringement** (pomocnictwo w naruszeniu praw autorskich). To fundamentalna zmiana, ponieważ ten standard prawny jest znacznie łatwiejszy do wykazania. Zamiast dowodzić przesyłania całych plików, oskarżyciele muszą jedynie wykazać, że Meta – korzystając z torrentów – ułatwiała naruszanie praw autorskich osobom trzecim. Mechanika BitTorrenta jest tu bezlitosna: aby pobierać dane, użytkownik musi jednocześnie je wysyłać (seedować). Tym samym Meta, pobierając dane treningowe, stawała się aktywnym ogniwem pirackiej sieci.
Strategia obronna oparta na wyroku Sądu Najwyższego
Meta nie zamierza jednak łatwo ustąpić i buduje swoją linię obrony wokół niedawnego orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie **Cox**. Wyrok ten dotyczył dostawców usług internetowych (ISP) i ograniczał ich odpowiedzialność za piractwo dokonywane przez użytkowników ich sieci. Meta argumentuje, że standardy odpowiedzialności wtórnej powinny być interpretowane wąsko. Według firmy, powód (w tym przypadku również firma **Entrepreneur Media** w równoległym procesie) nie wskazał konkretnych osób, którym Meta rzekomo udostępniła dane, ani nie udowodnił, że korporacja miała "faktyczną wiedzę o konkretnych aktach naruszenia". Prawnicy Meta twierdzą, że samo korzystanie z technologii torrent nie oznacza automatycznej intencji wspierania piractwa. W swoich pismach procesowych gigant idzie nawet o krok dalej, sugerując, że nie można dowieść, iż pracownicy Meta w ogóle rozumieli, że pobieranie plików przez BitTorrent wymaga ich jednoczesnego wysyłania. Jest to linia obrony budząca spore kontrowersje w środowisku technologicznym, biorąc pod uwagę, że mówimy o jednej z najbardziej zaawansowanych firm inżynieryjnych na świecie.Sędziowska reprymenda i "szczęśliwy traf" autorów
Mimo korzystnej dla autorów decyzji o rozszerzeniu zarzutów, sędzia Chhabria nie krył irytacji postawą ich reprezentantów prawnych, w szczególności kancelarii **Boies Schiller**. Sędzia określił ich argumentację jako "lame excuse" (słabą wymówkę) i oskarżył o próbę tuszowania własnych błędów proceduralnych poprzez nieustanne "atakowanie Meta" (bashing Meta) zamiast skupienia się na merytoryce. Chhabria zauważył, że prawnicy mogli dodać zarzut o pomocnictwo już w listopadzie 2024 roku, a ich obecne tłumaczenia o opóźnieniach w przekazywaniu dowodów przez Meta nazwał "bełkotem" (doubletalk).
Analiza ryzyka dla sektora AI
Sytuacja ta rzuca światło na szerszy problem branży sztucznej inteligencji: pochodzenie danych. Jeśli sądy uznają, że korzystanie z sieci torrent do budowy datasetów takich jak **The Pile** lub podzbiorów **Llama** automatycznie pociąga za sobą odpowiedzialność za pomocnictwo w piractwie, model biznesowy oparty na darmowym "scrapowaniu" internetu może zostać zrujnowany.- Niższy próg dowodowy: Wykazanie ułatwiania piractwa jest znacznie prostsze niż udowadnianie dystrybucji konkretnych dzieł.
- Ryzyko odkrycia dowodów (Discovery): Jeśli sprawa przejdzie do kolejnego etapu, Meta może zostać zmuszona do ujawnienia wewnętrznej komunikacji, co pokaże, czy inżynierowie świadomie ignorowali aspekty prawne torrentowania.
- Precedens Cox: Interpretacja wyroku Sądu Najwyższego będzie kluczowa – czy Meta zostanie potraktowana jak "neutralny dostawca usługi", czy jak aktywny podmiot "indukujący naruszenie".







