Sztuczna inteligencja8 min czytaniaThe Verge AI

Ostrzeżenie szefa AI Trumpa dotyczące Iranu zostało zignorowane

P
Redakcja Pixelift10 views
Udostępnij
Ostrzeżenie szefa AI Trumpa dotyczące Iranu zostało zignorowane

Foto: The Verge AI

David Sacks, szef AI w administracji Trumpa, publicznie zasugerował prezydentowi wycofanie się z wojny z Iranem — rzadkie wystąpienie przeciwko linii politycznej szefa. Na swoim podcaście All In przedstawił scenariusze, w których Iran atakuje infrastrukturę naftową sąsiednich krajów i obiekty odsalające wodę dla 100 milionów ludzi, co mogłoby doprowadzić do humanitarnej katastrofy i potencjalnie trzeciej wojny światowej. Ostrzeżenie Sacksa zostało jednak zignorowane. Trump kontynuuje operacje przeciwko irańskiej infrastrukturze, rozważa wysłanie wojsk lądowych do Iranu i grozi inwazją na Kubę. Prezydent twierdził nawet, że Sacks z nim o wojnie nie rozmawiał — typowa taktyka dyminuowania krytyków. Sytuacja pokazuje granice wpływu nawet najbardziej wpływowych doradców Trumpa. Biznesowi liderzy zainteresowani stabilnością rynków pozostają bezradni wobec kapryśów prezydenta, a koalicja izolacjonistów MAGA czuje się zdradzona. Neokonserwatyści, którzy kiedyś nienawidzili Trumpa, teraz są jego jedynymi sojusznikami na prawicy popierającymi zmianę reżimu w Iranie.

Gdy David Sacks, miliardowy szef ds. sztucznej inteligencji i kryptowalut w administracji Trumpa, publicznie zasugerował, aby prezydent znalazł sposób na wyjście z wojny z Iranem, mało kto zwrócił uwagę. To jest moment, w którym polityka technologiczna przychodzi do zderzenia z rzeczywistością geopolityczną — i przegrywa. Historia pokazuje nam, że gdy elity biznesu próbują wpłynąć na Trumpa w kwestiach, które nie dotyczą bezpośrednio jego ego, zwykle trafiają w próżnię. Tym razem jednak stawka jest wyższa niż zwykle, bo chodzi nie tylko o wpływy polityczne, ale o całą przyszłość branży technologicznej w warunkach potencjalnego kryzysu gospodarczego.

Ostatni piątek, kiedy Sacks wygłosił swoje ostrzeżenia na podkaście All In, wydawał się być momentem przełomowym. Razem ze swoimi współprowadzącymi opisał scenariusze, które brzmiały jak klauzule z podręcznika do zarządzania kryzysem — Iran gotów do atakowania infrastruktury naftowo-gazowej sąsiednich krajów, zagrożenie dla elektrowni odsalających wodę, które zaopatrują ponad 100 milionów ludzi, bombardowania Izraela prowadzące do potencjalnego konfliktu nuklearnego. Sacks nazwał to sytuacją wymagającą natychmiastowego przeanalizowania i poszukania wyjścia z eskalacji. Brzmiało rozsądnie, logicznie, jak głos doświadczonego biznesmena, który rozumie, co oznacza chaos dla gospodarki i technologii.

Ale Trump, jak to Trump, zignorował te rady. Zamiast tego kontynuował ataki na irańską infrastrukturę naftową, rozmawiał o wysłaniu wojsk lądowych do Iranu, krytykował kraje NATO za brak wsparcia, a dla dodania dramatyzmu, wspomniał o możliwości inwazji na Kubę. Gdy reporterzy pytali go o rozmowy z Sacksem, prezydent odpowiadał, że taki dialog w ogóle nie miał miejsca — klasyczny ruch Trumpa, gdy chce zdystansować się od krytyki. Źródła z Białego Domu, z którymi rozmawiam, są pesymistyczne co do szans Sacksa na rzeczywisty wpływ na prezydenta w tej sprawie.

Kiedy oligarchowie technologiczni trafiają na granice swojej mocy

To, co się dzieje z Sacksem, jest symptomatyczne dla szerszego problemu, z którym mierzy się cała branża technologiczna w drugiej administracji Trumpa. Każdy z jego byłych sojuszników, szczególnie ci, którzy dla niego nie pracują, dotknął już granic swojej rzeczywistej wpływowości. Izolacjoniści z MAGA, którzy wierzyli w obietnice nieingerencji, czują się zdradeni. Tytani przemysłu, którym zależy na stabilności rynków, są bezsilni wobec kaprysów prezydenta. Nawet neokonserwatyści, którzy niegdyś nienawidzili Trumpa, znaleźli się teraz w gronie jego doradców, ponieważ są jedynymi głosami na prawicy domagającymi się zmiany reżimu w Iranie.

Dla technologów sytuacja jest szczególnie skomplikowana, bo inaczej niż baza wyborców MAGA, która popierała Trumpa z ideologicznych powodów, Big Tech ma konkretne, finansowe powody do pozostania w dobrych stosunkach z prezydentem. Przez ostatni rok czerpali oni znaczące korzyści z bliskich relacji z Białym Domem — śledztwa antymonopolowe zostały wznowione, otwarte zostały luki w handlu, podpisane zostały korzystne dekrety wykonawcze. Niektórzy obserwatorzy spekulują, że technolodzy mogą nawet uważać sytuację z Iranem za podobną do venezuelańskiego scenariusza, w którym mogliby skorzystać na przejęciu irańskich zasobów naftowych i dlatego postanowili nie interweniować.

Ale przegapili coś fundamentalnego w psychologii Trumpa — coś, co sięga jego relacji z Royem Cohnem w latach siedemdziesiątych. Trump nie lubi być upokorzony przez swoich przeciwników i zawsze chce się zemścić dwa razy tak mocno, aby złamać ich ducha, bez względu na konsekwencje długoterminowe. W Ameryce manifestuje się to poprzez sprawy sądowe i pozwy, ale czasami przybiera bardziej gwałtowne formy — wystarczy wspomnieć 6 stycznia czy protesty ICE w Minnesocie. Teraz próbuje on dorównać religijnej teokracji, która ogłosiła wojnę świętą przeciwko Stanom Zjednoczonym po śmierci Chameneiego i dysponuje rakietami. Bogaci technolodzy, którzy tworzą sztuczną inteligencję, mają bardzo małe szanse na zmianę zdania prezydenta, szczególnie dopóki po prawej stronie sceny politycznej są ludzie, którzy go do eskalacji nakłaniają.

Sacks na All In — kiedy bezpieczna przestrzeń okazuje się złudzeniem

Była to ryzykowna ruch ze strony Sacksa. Mówił on w podkaście, który traktuje jako przyjazną, prywatną przestrzeń, gdzie może być szczery. Ale nawet jeśli słowa Sacksa były kierowane do publiczności, którą uważał za sojuszników, nie ma gwarancji, że Trump będzie zadowolony z faktu, że w ogóle wyraził sprzeciw. Historia pokazuje, że Trump nie toleruje publicznych krytyk od ludzi z jego wewnętrznego kręgu, niezależnie od kontekstu czy intencji. Dla niego to jest zdrada, a zdrada zawsze wymaga odpłaty.

Rzecz w tym, że Sacks nie jest już zwykłym lobbyistą czy zewnętrznym doradcą — to człowiek, który ma bezpośredni wpływ na kształtowanie polityki technologicznej administracji. Jego głos powinien mieć wagę. Ale w systemie, w którym prezydent podejmuje decyzje na podstawie instynktu, ego i wpływu neokonserwatyzmów, nawet najrozsądniejsze argumenty mogą być zignorowane. To jest lekcja dla całej branży: bliskość z władzą nie gwarantuje rzeczywistego wpływu, szczególnie gdy ten wpływ oznacza sprzeciw wobec prezydentowskich ambicji.

Kryptowaluty czekają na Clarity Act — i to czeka bardzo długo

Podczas gdy Iran pochłania uwagę administracji, kryptowaluty toczą swoją własną bitwę w Kongresie. Niedawno CFTC i SEC wydały wytyczne stwierdzające, że większość cyfrowych aktywów nie są papierami wartościowymi — to była oczekiwana decyzja, która mogła przynieść ulgę branży. Ale jest haczyk: wytyczne te wymagają, aby Kongres uchwalił ustawy, które uczyniłyby te zmiany trwałymi. CFTC jest już przeciążony, a Clarity Act — ustawa mająca na celu rozwiązanie tego problemu — wciąż czeka na uchwalenie.

To jest klasyczne zagranie w polityce technologicznej — rząd daje branży to, co chce, ale tylko w formie tymczasowej, warunkowej ulgi. Rzeczywista zmiana wymaga działania Kongresu, a to oznacza negocjacje, kompromisy i czekanie. W międzyczasie branża kryptowalut pozostaje w stanie niepewności prawnej, a jej liderzy muszą ciągle lobbować za ustawodawstwem, które powinno być oczywiste dla każdego, kto rozumie technologię.

Polymarket otwiera bar — bo monitoring sytuacji to teraz biznes

W czasach, gdy geopolityka wychodzi z kontroli, Polymarket postanowił otworzyć bar. The Situation Room — opisywany jako "pierwszy bar na świecie poświęcony monitorowaniu sytuacji" — będzie miał wszystko, czego potrzeba do śledzenia globalnych zdarzeń: transmisje na żywo z X, mecze sportowe i terminale Bloomberg. To jest zarówno genialne, jak i absurdalne — bar jako narzędzie do monitorowania kryzysu.

Ale to również pokazuje, dokąd zaprowadziła nas technologia. Spekulacja na temat przyszłych zdarzeń stała się biznesem. Przewidywanie kryzysu — czy to wojny, czy rynkowych ruchu — stało się rozrywką dla bogatych. Polymarket zarabia na tym, że ludzie obstawiają wyniki geopolitycznych zdarzeń, a teraz otwiera bar, aby ci ludzie mogli to robić w towarzystwie, z drinkach w ręku. To jest korporacyjna dystopia w miniaturze — monetyzacja niepewności.

Administracja Trumpa i jej wewnętrzne sprzeczności

Druga administracja Trumpa jest przepełniona sprzecznościami. Masz oligarchów technologicznych, którzy chcą stabilności i przewidywalności, ale pracują dla prezydenta, który jest impulsywny i kaprysliwy. Masz izolacjonistów, którzy wierzyli w "America First" bez wojen, ale teraz obserwują eskalację na Bliskim Wschodzie. Masz neokonserwatyzmów, którzy nigdy nie wierzyli w Trumpa, ale teraz mają dostęp do władzy, którą zawsze chcieli. To jest mieszanka, która nie może się skończyć dobrze.

Dla branży technologicznej oznacza to, że muszą się przygotować na scenariusz, w którym ich wpływ na Białego Domu zmniejsza się, a niestabilność geopolityczna rośnie. Wojny niszczą gospodarkę, a gospodarka w chaosie nie jest dobra dla żadnego biznesu, nawet dla tych, którzy mają dostęp do prezydenta. Sacks mógł to powiedzieć na podkaście, ale Trump i tak nie słuchał. To jest ostrzeżenie dla całej branży.

Co oznacza to dla polskich twórców i firm technologicznych

Z perspektywy polskiego ekosystemu technologicznego, sytuacja w Stanach Zjednoczonych ma bezpośrednie implikacje. Polska ma znaczną bazę talentów technicznych i firm zajmujących się sztuczną inteligencją, które eksportują usługi do Ameryki. Niestabilność w administracji Trumpa, szczególnie w kontekście polityki zagranicznej, może wpłynąć na inwestycje zagraniczne i fundusze venture capital, które zwykle pochodzą ze Stanów Zjednoczonych.

Ponadto, jeśli Stany Zjednoczone będą zaangażowane w konflikt na Bliskim Wschodzie, może to wpłynąć na globalne łańcuchy dostaw, ceny energii i ostatecznie na koszty operacyjne dla firm technologicznych na całym świecie, w tym w Polsce. Polska branża AI powinna obserwować te rozwoje nie jako ciekawostki z zagranicy, ale jako potencjalne zagrożenia dla ich biznesu i wzrostu.

Lekcja dla przyszłości — gdy bliskość nie równa się wpływowi

Historia Sacksa i jego ignorowanego ostrzeżenia jest nauczającą lekcją dla każdego, kto myśli, że bliskość z władzą gwarantuje wpływ. W rzeczywistości, gdy prezydent jest zainteresowany eskalacją konfliktu, gdy jego doradcy neokonserwatyści szepczą mu do ucha, a jego ego jest zagrożone przez przeciwników, głos biznesmena, nawet miliardowego, może być całkowicie bezużyteczny. Sacks próbował działać rozsądnie, ale rozsądek nie zawsze wygrywa z polityką.

Dla branży technologicznej to oznacza, że muszą się przygotować na scenariusze, w których ich wpływ na politykę będzie znacznie mniejszy niż oczekiwali. Muszą także zrozumieć, że czasami najlepsze, co mogą zrobić, to zaakceptować, że nie mogą zmienić umysłu prezydenta, i zamiast tego skupić się na ochronie swoich interesów biznesowych w warunkach niepewności. W świecie, w którym oligarchowie technologiczni mają dostęp do Białego Domu, ale ich rady są ignorowane, pytanie brzmi: jaki jest sens tego dostępu?

Źródło: The Verge AI
Udostępnij

Komentarze

Loading...