Technologia5 min czytaniaGizmodo

Ranking debiutów superbohaterów z 2016 roku z perspektywy 10 lat

P
Redakcja Pixelift0 views
Udostępnij
Ranking debiutów superbohaterów z 2016 roku z perspektywy 10 lat

© Warner Bros./Marvel

Mija dekada od jednego z najbardziej intensywnych momentów w historii kina superbohaterskiego — roku 2016, który wprowadził na ekrany rekordową liczbę kluczowych postaci Marvela i DC. Batman v Superman: Dawn of Justice obchodzi właśnie swoje dziesięciolecie, co stanowi idealny pretekst do analizy, jak debiuty takich bohaterów jak Doctor Strange, Deadpool czy Black Panther wpłynęły na dzisiejszy krajobraz popkultury. Choć niektóre kreacje, jak Batman w wydaniu Bena Afflecka, zyskały uznanie za mroczny, dojrzały ton inspirowany komiksem Dark Knight Returns, ich potencjał został ostatecznie wygaszony przez turbulencje wewnątrz DCEU i ostateczne pożegnanie aktora z rolą w filmie The Flash. Z perspektywy czasu widać wyraźną dysproporcję w tym, jak poszczególne franczyzy poradziły sobie z nową krwią. Podczas gdy postacie wprowadzone w Captain America: Civil War stały się fundamentem MCU, młodzi mutanci z X-Men: Apocalypse (Cyclops, Jean Grey) niemal całkowicie zniknęli z masowej wyobraźni po porażce Dark Phoenix. Dla kreatywnych twórców i widzów płynie z tego lekcja o trwałości marki: o sukcesie nie decyduje sam spektakularny debiut, lecz konsekwentne budowanie narracji w kolejnych latach. Dzisiejsze kino gatunkowe to nie tylko walka o otwarcie weekendowe, ale przede wszystkim o przetrwanie postaci w świadomości cyfrowego i globalnego odbiorcy.

Zestawienie superbohaterów debiutujących w 2016 roku
Rok 2016 przyniósł bezprecedensową liczbę superbohaterskich debiutów, które ukształtowały obecne kino rozrywkowe.

Mutanci w cieniu wielkiej trójki

Na samym dole zestawienia plasują się nowi **X-Men**, wprowadzeni w filmie **X-Men: Apocalypse**. Studio Fox podjęło próbę odmłodzenia składu, prezentując nastoletnie wersje takich postaci jak **Cyclops** (Tye Sheridan), **Jean Grey** (Sophie Turner), **Storm** (Alexandra Shipp) oraz **Nightcrawler** (Kodi Smit-McPhee). Choć film starał się zintegrować ich z nową linią czasową, bohaterowie ci rzadko dostawali szansę na prawdziwy błysk. Najjaśniejszym punktem ich występu była scena w centrum handlowym, gdzie oglądali *Powrót Jedi* – moment, który tchnął w nich życie, zanim fabuła ponownie skupiła się na ratowaniu świata. Porównując ich do poprzedników, widać wyraźny spadek zainteresowania twórców głębią postaci. Starsze filmy z serii **X-Men** były skoncentrowane na trio Wolverine, Xavier i Magneto, ale mimo to James Marsden czy Halle Berry dostawali więcej przestrzeni niż ich następcy. Jedynie **Jean Grey** otrzymała namiastkę pełnowymiarowego wątku, co wynikało z konieczności przygotowania gruntu pod kolejną próbę adaptacji sagi o Phoenix. Dzisiaj, po chłodnym przyjęciu **Dark Phoenix** z 2019 roku, ci aktorzy wydają się zapomniani przez szerszą publiczność, a ich powrót w nadchodzących **Avengers: Doomsday** czy **Secret Wars** wydaje się mało prawdopodobny.

Mroczny rycerz i stracone szanse DC

**Batman** w wydaniu Bena Afflecka zadebiutował w atmosferze kontrowersji, ale z perspektywy czasu jego wprowadzenie w **Batman v Superman** broni się jako jedna z najbardziej wyrazistych interpretacji tej postaci. Bruce Wayne w tym ujęciu jest zmęczony, brutalny i napędzany nienawiścią do Supermana po wydarzeniach z **Man of Steel**. Affleck wniósł do roli twardość i dojrzałą męskość, silnie inspirowaną komiksem *The Dark Knight Returns*. Choć scenariusz budził dyskusje, kamera kochała tę wersję Batmana, co najlepiej udowodniła kultowa już scena walki w magazynie. Niestety, losy **Batflicka** potoczyły się pechowo. Po licznych zawirowaniach produkcyjnych, aktor ostatecznie pożegnał się z rolą w filmie **The Flash** z 2023 roku. Mimo że otrzymał tam godną scenę akcji i pożegnanie, ten konkretny Batman pozostaje reliktem dawnego DCEU. Podobny los spotkał resztę **Justice League** (Cyborg, Flash, Aquaman), których krótkie występy w 2016 roku miały być obietnicą wielkiej przyszłości. Zamiast tego otrzymaliśmy serię zmian reżyserskich i ostateczny reset uniwersum. Jedynie **Jason Momoa** przetrwał tę transformację, choć zamienił trójząb Aquamana na cygaro i rolę **Lobo** w nadchodzącym filmie **Supergirl**.

Mistyczne i polityczne fundamenty Marvela

W 2016 roku Marvel Studios z sukcesem wprowadziło magię do MCU za sprawą **Doctora Strange'a**. Benedict Cumberbatch w roli Stephena Strange'a nie tylko sprzedał widzom koncepcję "Iron Mana z czarami", ale też błyskawicznie stał się kluczowym graczem dzięki posiadaniu **Kamienia Czasu**. Strange od tamtej pory regularnie pojawiał się w najważniejszych wydarzeniach uniwersum, a jego druga solowa przygoda, **Doctor Strange in the Multiverse of Madness** z 2022 roku, potwierdziła jego silną pozycję, która prawdopodobnie zostanie utrzymana w kolejnych fazach MCU.
Kadr z filmu Captain America: Civil War przedstawiający Black Panthera
Debiut T’Challi w Civil War do dziś uważany jest za jeden z najlepiej poprowadzonych wstępów dla nowej postaci w MCU.
Jeszcze większe wrażenie zrobił **Black Panther**. Chadwick Boseman jako **T’Challa** był w zasadzie trzecim najważniejszym bohaterem **Civil War**. Jego wątek zemsty i ostatecznego odkupienia był sercem emocjonalnym filmu. Choć Boseman odszedł w 2020 roku, jego dziedzictwo w roli T’Challi pozostaje nienaruszone. Obecnie w MCU rolę Czarnej Pantery przejęła **Shuri**, ale plotki o powrocie T’Challi – czy to w formie wariantu z multiwersum, czy dorosłego syna bohatera – sugerują, że Marvel nie zamierza całkowicie rezygnować z tej ikony.

Wielki powrót i niekwestionowany król

Drugie miejsce w rankingu zajmuje **Spider-Man** grany przez Toma Hollanda. Jego debiut w **Civil War** był efektem bezprecedensowej umowy między Marvel i Sony, a sam bohater został wprowadzony jako "Special Guest Star", który skradł każdą scenę, w której się pojawił. Choć krytycy zauważają, że wersja Hollanda przez długi czas była zbyt zależna od innych bohaterów, co naprawiono dopiero w **Spider-Man: No Way Home**, to właśnie on stał się twarzą nowej generacji Marvela. Już za cztery miesiące zobaczymy go ponownie w **Spider-Man: Brand New Day**, gdzie Peter Parker będzie musiał radzić sobie bez wsparcia Avengers w realiach trwającej wojny gangów. Zwycięzca może być jednak tylko jeden: **Deadpool**. Film z 2016 roku był listem miłosnym do tej postaci, a Ryan Reynolds udowodnił, że jest jedynym aktorem zdolnym udźwignąć ten ciężar. **Deadpool** nie starał się dekonstruować gatunku w sposób nadęty – był po prostu szaloną, brutalną i niesamowicie zabawną jazdą, która idealnie oddała ducha komiksowego pierwowzoru.
  • Deadpool odniósł sukces dzięki bezkompromisowej kategorii R i unikalnemu stylowi narracji.
  • Postać ta jako jedyna z uniwersum Foxa płynnie przeszła do głównego nurtu popkultury bez utraty swojej tożsamości.
  • Współczesne sukcesy bohatera potwierdzają, że przepis Reynoldsa na Wade'a Wilsona był najtrwalszym elementem rocznika 2016.
Patrząc na te dziesięć lat, widać wyraźnie, że przetrwały postacie z silną tożsamością i jasną wizją twórczą. Podczas gdy **X-Men** i **Batman** Afflecka padli ofiarą korporacyjnych roszad i braku spójnego planu, **Deadpool** i **Spider-Man** zbudowali fundamenty, na których współczesne kino superbohaterskie opiera się do dziś. Wydaje się, że kluczem do sukcesu nie była sama moc bohatera, ale to, jak bardzo twórcy pozwolili mu być sobą, zamiast traktować go jako pionek w większej grze o udziały w rynku. Kolejne lata w MCU, z powrotami Strange'a i nowymi wyzwaniami dla Spider-Mana, będą bezpośrednią kontynuacją trendów zapoczątkowanych w tym przełomowym, 2016 roku.
Źródło: Gizmodo
Udostępnij

Komentarze

Loading...